q-linearna słowodajnia dżafiego rajdera

k. siążki:

  

  




blog ma życzliwe wsparcie od:







pewna nagroda:



wpis konkursowy:
Król Maciuś Ostatni

prawa autorskie są ok!

napiszcz do mnie emaliowo




stat4u

zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu

kapitan śledziona ratuje świat (powieść w odcinkach, cz. 1)

 

Powinienem się chyba Wam przedstawić. Chociaż baron Aaron Baran twierdzi, że nie ma takiej potrzeby, bo znają mnie wszyscy, albo prawie wszyscy i szkoda na to czasu i papieru. Ale ja baronowi rzadko wierzę, bo jest szurniętą żabą i często zmyśla niestworzone rzeczy.
Nazywam się Kapitan Śledziona. To znaczy Kapitan to mój stopień służbowy a Śledziona to moje imię, które otrzymałem od wodza Szoszonów Szczwanego Żółwia w zamian za uratowanie mu życia. Niektórzy mawiają, że mógł się wysilić na hojniejszą wdzięczność, ale ja nie narzekam, bo mieć indiańskie imię i do tego tak oryginalne to rzadkość. Właściwie to całe moje imię brzmi Przedwieczna Śledziona, ale zwykle je skracam.
Całą tę historię z uratowaniem życia Szczwanemu Żółwiowi opowiadam w innym miejscu, a tu wspominam o niej dlatego, żeby zwrócić Wam uwagę na to, czym się zajmuję. Otóż jestem ratowaczem. Zajmuję się ratowaniem różnych rzeczy i różnych stworzeń, a czasem całych stad, grup, społeczeństw i narodów. Poproszono mnie, abym spisał tę opowieść, jak to uratowałem świat przed zagładą. Nie lubię się przechwalać, ale przekonano mnie, że jeśli nie zrobię tego ja, to napisze to o mnie ktoś inny i stracę resztę życia na tłumaczenia, zaprzeczenia i sprostowania wszystkich niedokładności i przeinaczeń. Namówili więc mnie i niech im będzie. Napiszę to, co mam w tej sprawie do powiedzenia i postaram się Was nie zanudzić. O wielu z tych rzeczy pewnie Wam już mówiono – teraz dowiecie się, jak było naprawdę.

1.
Nie bez przyczyny wspomniałem barona Aarona Barana. Odgrywa on w mej opowieści kluczową rolę. Napisałem, ze jest szczwaną żabą. To prawda, ale nie do końca. Jest szczwany, ale nie jest żabą. Jest raczej istotą żabiopodobną i pochodzi z planety Frog z dalekiego układu podwójnej gwiazdy Syriusza. Jest moim przyjacielem, ale ja nie jestem jego. Na planecie Frog jest to trochę inaczej niż na Ziemi, ale nie podejmę się tego Wam wyjaśnić, bo sam tego nie rozumiem. Zaufajcie więc mi, proszę, i przyjmijcie na wiarę, że tak jest. Z tego, że jest on moim przyjacielem, a ja nie jestem jego przyjacielem, wynika to, że jest on zobowiązany przez prawo obowiązujące obywateli planety Frog do udzielania mi wszelkiej pomocy we wszelkich sytuacjach. Tymczasem ja oczywiście nie mam żadnych takich zobowiązań wobec niego. Jak ogromne to miało znaczenie, zauważycie niebawem sami.

2.
Historia ta zaczyna się, kiedy pilotowałem mały transportowiec z partią aldebarańskiej herbaty. Celem miała być hurtownia spożywcza znajdująca się na orbicie Proximy, ale ja postanowiłem zatrzymać się na kilka dni w motelu „Kosmiczna drzemka" krążącym za Uranem. Podjąłem się tej pracy pilota transportowca, choć była nudna i raczej ciężka, bo od dłuższego czasu nie miałem nikogo i niczego do ratowania, no i zaczynało trochę brakować mi pieniędzy.

3.
Pojawiłem się na stacji orbitalnej motelu „Kosmiczna drzemka" z wieczora czasu pokładowego. Na stacji było to wczesne przedpołudnie. Zacumowałem na parkingu koło warsztatu mechaniki rakietowej Szefa Szynszyla. Szef Szynszyl był moim starym przyjacielem. Zawsze, kiedy zatrzymywałem się w „Kosmicznej drzemce" odwiedzałem go, piliśmy razem dobrą herbatę, a moja rakieta była zawsze pieczołowicie sprawdzona, silniki fotonowe sprawne, wszystkie kwantowe smary wymienione i najlepszej jakości a fotony w baku wysokoenergetyczne.
Zajrzałem więc do niego i tym razem. Siedział w swoim kantorku, jadł drugie śniadanie i przeglądał najnowsze katalogi części do rakiet. Stanąłem w drzwiach ze skrzynią próbek aldebarańskiej herbaty pod pachą i ryknąłem – Sze Szy! – Tak nazywali Szefa przyjaciele. Przywitaliśmy się serdecznie, Szynszyl nastawił wodę w gazowym czajniku i za chwilę piliśmy herbatę z próbek, które podarowałem memu druhowi. Nie było mnie w motelu jakieś pięć lat, no to było o czym gadać. Sporo się przez ten czas zmieniło i sporo znajomych odeszło – część do innych prac, część do wieczności. Dwa lata temu stację zaatakowali piraci. Tak przynajmniej ich tu nazwano. Ich prawdziwych zamiarów nie poznaliśmy nigdy. Były to istoty mające ciała w postaci wysokozjonizowanych obłoczków plazmy a ich dowódcą była kobieta imieniem NagłyBiałyBłyskRozgrzanegoGazu. Pochodzili z gwiazd znajdujących się w konstelacji Małego Psa, o co mieli do nas nieustającą pretensję, ale nikt nigdy nie poznał jej powodu. Zaatakowali naszą kosmiczną stację niespodziewanie i brutalnie. Niektórzy co prawda twierdzą po dziś dzień, że nie był to żaden atak, tylko jedna z akcji obłoków zwana przez ich „Sprzątaniem Wszechświata". Uważają oni, że wszelkie, gęstsze niż ich ciała, przedmioty są odpadami i zaśmiecają kosmos. Dokonują więc, od czasu do czasu, niszczenia planet, meteorów a czasem niestety i naszych mechanizmów przy pomocy urządzenia, które nazywają Galaktycznym Mopem. Próba usunięcia z wszechświata naszej stacji z motelem spotkała się ze zdecydowaną ripostą i obłoki odpłynęły w drugą stronę, za wyjątkiem kilku swych przedstawicieli, na których wypuściliśmy strumienie zmrażającego helu, pod wpływem którego zamienili się w zestalone formy o kształtach przypominających maski afrykańskich demonów. Krążące między Uranem a Plutonem maski stały się niespodziewanie obiektem kultu okolicznych, półdzikich i ćwierćinteligentnych handlarzy wodą z meteorów.
- A jak tam stary? – spytałem i miałem na myśli oczywiście dyrektora motelu, człekokształtnego gada o imieniu Mango Manago.
- Bez zmian, po dawnemu, trzyma wszystko mocno w ręku – odrzekł Sze Szy. – Jest chyba jeszcze sprytniejszy i dociekliwszy niż kiedy go ostatni raz widziałeś. Idź, go odwiedź, najlepiej teraz, ma mało interesantów i gości. A ja... wezmę chłopaków i rzucimy oko na twoją maszynę.
Przybiliśmy piątki, po czym ruszyłem w stronę wind. 

(ciąg dalszy niewykluczone, iż nastąpi) 


poniedziałek, 17 grudnia 2018, dzhafi
______________________________________________________________________________

Polecane wpisy

  • w kryzysie na skłocie

    w kryzysie na skłocie na wilczej on zamówił piwo ja kawę rozlała się po blacie rozmowa o życiu sztuce planach czy coś z tego przetrwa dłużej niż ten znaczek wor

  • wszystkie ryby świadomości

     Zaniedbałem ostatnio bloga (co będę intensywnie nadrabiał), ale jest tego istotna przyczyna. Przyczyną tą jest praca nad "Wszystkimi rybami świadomości

  • niebiańska łódź

    Chciałem się zmierzyć z tekstem piosenki, którą lubię. Lubię od wielu, wielu lat. Od momentu, w którym usłyszałem w radiu całą płytę, z której pochodzi. Nie wie

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/12/22 10:52:38
Piotrze,
życzę Ci wszelakiej pomyślności na czas
Świąt Bożego Narodzenia i kolejny 2019 rok.
-
2018/12/27 15:02:40
Ninel, dziękuję!
Wszystkiego Pomyślnego dla Ciebie!