q-linearna słowodajnia

k. siążki:

  

  




blog ma życzliwe wsparcie od:




pewna nagroda:



wpis konkursowy:
Król Maciuś Ostatni

prawa autorskie są ok!

napiszcz do mnie emaliowo



Najlepsze Blogi

stat4u

zBLOGowani.pl
poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Często zastanawiamy się, skąd się wzięliśmy, jak powstał świat, jaki jest sens życia. Odpowiedzi pojawia się ogromna ilość, a  każda z nich rości sobie prawo do bycia jedyną słuszną. 
Nasza słowodajnia proponuje odpowiedź, która przy okazji wyjaśnienia kwestii zasadniczej, zwraca również uwagę na skutki nieregularnego spożywania posiłków.

- W czym mogę panu pomóc?
- Panie doktorze, widzę unoszącego się w powietrzu różowego słonia.
- Rozumiem, że przeszkadza to panu?
- Panie doktorze, przecież po pierwsze - nie ma różowych słoni, po drugie – słonie nie latają.
- No tak, przynajmniej takie są powszechnie przyjęte poglądy na ten temat.
- Skoro więc widzę latającego różowego słonia, to znaczy, że mam wzrokowe omamy. Proszę więc pana o wyleczenie mnie z tego. Cena nie gra roli.
- No dobrze, jak często widzi pan tego słonia?
- Cały czas.
- Teraz też?
- Też.
- I gdzie on się mianowicie znajduje?
- Tuż nad pana głową.
Lekarz rozgląda się zaniepokojony po swym gabinecie, ale nie dostrzega nic nietypowego. Te same meble, te same dyplomy na ścianach, biurko, laptop, okno...
- Ja go nie widzę.
- No właśnie!
Lekarz macha rękami nad głową.
- I co się dzieje?
- Odpłynął kawałek, żeby go pan nie zdzielił.
- I gdzie teraz jest?
- Usiadł na tej szafce z książkami.
- Rozumiem. Niech pan położy się, proszę, na sofie.
- Tego nie zrobię, panie doktorze!
- A to czemu?
- Bo on właśnie przeleciał z szafki na sofę.
- Nie zmieścicie się obaj?
- Nie mam ochoty próbować.
- Wie pan co? Myślę, że na początek dam panu skierowanie na kompleksowe badania.
Muszę mieć jakiś punkt zaczepienia.
- Panie doktorze, nie czarujmy się. Pan chce mnie zbyć, a ja wciąż go będę widział!
- Więc na razie wypiszę panu środki na uspokojenie, a jak pan wróci z wynikami badań, to zastanowię się, co dalej.
Lekarz podaje pacjentowi wypisane recepty, ale nagle jego ciało rozpryskuje się na tysiące pęcherzyków powietrza, które jedna po drugiej pękają i znikają.
- O matko...
Pacjent z otwartymi ustami wpatruje się w fotel, w którym jeszcze przed chwilą siedział lekarz. Po czole spływa mu zimny pot. Powoli przenosi wzrok na rozpartego na sofie różowego słonia.
- To twoja robota?
- Mhm...
- Ty gnojku! Ty tłusta, różowa cioto! Ty ....
Nie kończy. Podobnie, jak przed chwilą doktor, rozpada się na chmurę banieczek, które z wolna rozpryskują się w nicość. Słoń zamyślony wpatruje się w wielkie okno, które także znika, znikają po kolei meble, wykładzina, ściany, piętro, budynek, miasto, kontynent, planeta, słońce, galaktyki. Różowy słoń unosi się w bezmiarze pustej kosmicznej przestrzeni.
- Muszę coś zjeść. - mówi - Następnym razem wymyślę jakiś sensowniejszy świat. Te stworzenia były jakieś wyjątkowo głupie, niesympatyczne i agresywne.

 


14:48, przedwieczna_sledziona , słowa połączone w
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 350